13. Apokalipsa
Usiadł na kamieniu i odpalił papierosa. Świat nie pozwala mu być dobrym, anhedonia zamienia się we wściekłość. Starał się iść do przodu. Tak bardzo się starał. Altruizm i ślepa wiara wgniotła go w ziemię. Pozwolił się złamać, pozwolił na zaufanie, pozwolił na miłość, pozwolił na marzenia. Czekał na coś co nigdy miało nie nadejść, kłamstwo do samego siebie jego porażką Achillesa. Tak wiele różnic, przeciwności, znaków i słów, a jednak wierzył w to w co chciał wierzyć. Skończył samotnie, a jego serce zamknęło się na innych. Zaufanie przestało istnieć. Wybrał ból, który chciał czuć bo bez melancholii nie jest sobą. Potwór, którym się okrył nie chce więcej odpuszczać. Ludzie to największy ściek tego świata, zakłamane istoty pożądające jedynie przyjemności i zainteresowania. Znowu chce być taki sam jak reszta obłudy. Zemsta na sobie za oddanie uczuć komuś innemu. Żałuje dobra, które stworzył, kłamliwy uśmiech zniknął z jego twarzy. Pragnie tylko apokalipsy.

Komentarze
Prześlij komentarz